Galeria wspomnień

„ … Jak szybko mijają chwile, jak szybko mija czas…”

 

Choć czas spędzony w Zespole Szkół upłynął w mgnieniu oka, to jednak wiele chwil zapisało się w mojej pamięci na zawsze. Wprawdzie od zmiany statusu z uczennicy na absolwentkę minęły dopiero 2 lata, to jednak życie sporo się zmieniło – także w szkole- mury niby te same, ale twarze zupełnie inne.

 

Trzy lata spędzone w tej szkole zrodziły wspomnienia, które można zakwalifikować do dwóch grup: lekcyjno- naukowej oraz artystyczno- wyjazdowej.

 

Z tej pierwszej najgłębiej w pamięci zapadły mi prowadzone przez Panią Profesor Iwonę Głownię lekcje języka polskiego, którymi byłam zafascynowana do tego stopnia, że sama zaczęłam studiować filologię polską. Z uśmiechem na twarzy wspominam też przysposobienie obronne z Panią Profesor Jadwigą Bochenek.

Dzięki lekcjom języka polskiego podjęłam decyzję, że też chcę być nauczycielem tego przedmiotu - i właśnie swoją pierwszą lekcję prowadziłam przed swoją klasą w murach tej szkoły, co na pewno zapamiętam do końca życia. Natomiast dzięki obrazowemu nauczaniu udzielania pierwszej pomocy na PO, wiele się nauczyłam, a nabytą wiedzę wykorzystałam już niejednokrotnie w praktyce.

 

Patrząc w kontekście „pozalekcyjnym”, to mile i z wielkim sentymentem wspominam chwile spędzone przy organizacji oraz realizacji różnych imprez szkolnych (np. Gotycki Dzień Nauczyciela, Walentynki, jasełka, występ na wymianie międzynarodowej nauczycieli, Dzień Kobiet, szkoła na wesoło - Dzień Dziecka, parodiowanie nauczycieli, dzień otwarty szkoły, promocja szkoły w gimnazjach, kręcenie filmiku promocyjnego) oraz udział w konkursach teatralno - recytatorskich.

 

Trudno byłoby pominąć wyjazdy organizowane przez szkołę, tj. kolonie w Grecji i Hiszpanii oraz wymiany międzynarodowe w Polsce i we Francji.  Do dziś, spotykając się ze znajomymi i śmiejąc przy tym do łez, wspominamy sytuacje zaistniałe na tych wyjazdach, gdyż były one niewątpliwie jedyne oraz niezastąpione.

 

Czasem chciałoby się wrócić do tych czasów i zawtórować za piosenką kultowego zespołu Dżem pt. „Wehikuł czasu”:

 

„Lecz we mnie zostało coś z tamtych lat,
[…]

Gdy tak wspominam ten miniony czas,

Wiem jedno, że to nie poszło w las.

Dużo bym dał, by przeżyć to znów-
Wehikuł czasu to byłby cud.

[…]

To już minęło, ten klimat, ten luz.
Wspaniali ludzie nie powrócą,
Nie powrócą już!”

 

Do zobaczenia na studniówce po latach,

Anna Matysik, absolwentka z 2010r.

Troszczyła się o to, żebyśmy nie mieli za dużo wolnego czasu…

 

 

  Naukę w Zespole Szkół Zawodowych w Libiążu rozpoczęliśmy w 1992 roku. Byliśmy II edycją otwartego przez ZSZ rok wcześniej Technikum Elektronicznego. W tym czasie Technikum Elektroniczne cieszyło się dużym zainteresowaniem, dlatego żeby móc się w nim uczyć każdy z nas musiał pokonać w procesie rekrutacji kilku konkurentów. Poziom nauczania w naszej szkole był wysoki, dlatego zdanie matury oraz egzaminów wstępnych na studia nie stanowiło dla większości z nas problemów. Pamiętam, że podczas matur kilkanaście osób z naszej klasy zdało przynajmniej jeden przedmiot na ocenę bardzo dobrą, kilku z nas zakończyło egzamin dojrzałości już po części pisemnej uzyskując po dwie oceny bardzo dobre. Praktycznie wszyscy z nas rozpoczęli naukę na studiach, w większości przypadków były to studia dzienne. Wśród nas są absolwenci m.in. Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie, Politechniki Śląskiej, Politechniki Krakowskiej, Uniwersytetu Śląskiego kierunków: architektura, automatyka i robotyka, budownictwo lądowe, budownictwo wodne, inżynieria chemiczna, elektrotechnika, inżynieria środowiska, politologia, zarządzanie i marketing. Jedna z naszych koleżanek obroniła tytuł doktorski na Politechnice Krakowskiej. Wysoka jakość nauczania, która charakteryzowała nasze Technikum w znacznej mierze pomogła nam ukończyć tak różnorodne kierunki studiów.

 

              Wspominając po latach nasze Technikum nie sposób zapomnieć o osobie, która skutecznie troszczyła się o to, żebyśmy nie mieli za dużo wolnego czasu poza zajęciami szkolnymi oraz o to, żeby zajęcia z Nią dostarczały nam dodatkowego poziomu adrenaliny. Myślę tutaj o Pani prof. Leokadii Czaplickiej prowadzącej zajęcia z przedmiotów zawodowych, m.in. elektroniki. Poprzeczka wymagań postawiona przez p. Czaplicką była zawieszona bardzo wysoko i sprostanie im wymagało od nas dużego wysiłku. Pamiętam, że przygotowania do zajęć prowadzonych przez Panią prof. Czaplicką zabierały mnóstwo czasu, a niejednokrotnie uczyliśmy się wspólnie po kilka osób. Każde zajęcia poprzedzała półgodzinna sesja „odpytywania”, w czasie której w sali panowała totalna cisza. Większość z nas do dzisiaj pamięta test sprawdzający ze wszystkich przedmiotów zawodowych i wszystkich lat nauki, jaki musieliśmy pozytywnie zaliczyć w końcu czwartej klasy technikum. Zajęcia prowadzone przez p. Czaplicką stały na bardzo wysokim poziomie – nasi koledzy studiujący elektronikę, automatykę i robotykę na AGH do dzisiaj twierdzą, że niejednokrotnie przewyższały te prowadzone przez wykładowców akademickich na Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie.

 

               Na koniec dodam, że wielu z nas okres nauki w Technikum Elektronicznym uważa za jeden z najlepszych i najważniejszych etapów w swoim życiu. Bardzo chętnie do wielu historii, również tych, które nie nadają się do opublikowania w jubileuszowej monografii Szkoły wracamy w czasie wspólnych spotkań. Nawiązane w tym czasie przyjaźnie trwają do dziś, a część z wspominanych szkolnych historii stało się już kultowymi.

 

Łukasz Kopyć

Szkoła pozwoliła mi rozwinąć własne zainteresowania…

 

… czerwiec 1987 to znacząca data w moim życiu. 25 lat mija od ukończenia szkoły, w której zdobyłem wykształcenie i wiedzę pozwalającą mi rozpocząć prace zawodową  w kopalni „Janina”.

Lata szkolne to ważny i ciekawy okres w moim życiu. Z  szacunkiem i sentymentem wspominam nauczycieli, którzy z pasją i wielkim zaangażowaniem przekazywali nam wiedzę. Spotykając się po latach z kolegami z ławy szkolnej wracamy pamięcią do czasu nauki, praktyk zawodowych, wycieczek oraz naszego wychowawcy Wiesława Wójcika. Szkoła pozwoliła mi rozwinąć własne zainteresowania – w tym czasie grałem w piłkę nożną w klubie „Górnik Libiąż”. Za dobre wyniki w nauce dyrektor Adam Drozdowski skierował mnie na bezpłatny kurs prawa jazdy, które służy mi do dnia dzisiejszego.

Wchodząc do  budynku szkoły cieszę się z faktu, że zegar nad głównym wejściem odmierza czas uczniom i nauczycielom, a został wykonany wiele lat temu, przeze mnie i kolegę jako praca dyplomowa w technikum.

Więź emocjonalna związana z Zespołem Szkół trwa do dnia dzisiejszego, dzięki żonie Izabeli, która jest nauczycielem matematyki w tejże szkole.

Z okazji jubileuszu 50-lecia życzę Dyrekcji, Gronu Pedagogicznemu, Pracownikom oraz Uczniom i ich Rodzicom samych dobrych dni w życiu zawodowym i osobistym.

Absolwent

Jarosław Łabęcki

Będąc w skórze dziecka, traktowana jak dorosła…

 

 

Czasami przychodzi mi do głowy myśl, że spotkania 5, 10, 25 lat po ukończeniu szkoły są

najlepszym, a zarazem najbardziej bezlitosnym świadectwem nieodwracalnego upływu czasu.

Całkiem niedawno miałam okazję uczestniczyć w niezwykle miłym spotkaniu „10 lat po zakończeniu gimnazjum”. Pierwsza refleksja jaka mnie naszła po dobrej zabawie, przeraziła mnie zupełnie: to już tylko trzy lata dzielą mnie od świętowania podobnej rocznicy zdawania matury! To oznacza, że niepostrzeżenie, jak za użyciem magicznej różdżki, my - niepokorni licealiści z 3b, nieodwracalnie staliśmy się dorosłymi ludźmi! A czasy szalonych lat w murach naszego Zespołu Szkół pozostają już tylko najdroższym wspomnieniem.

            Wszystkie obrazy z czasów Liceum, które przeglądam w pamięci, rysują się w kolorowych i wesołych barwach, chociaż oczywiście bywały także chwile grozy. Wszyscy chyba pamiętamy jak wielkim stresem był samotny przemarsz, z jednej części szkoły do drugiej, po naszej słynnej „przewiązce”! Za każdym razem miałam wrażenie, że oczy wszystkich kolegów i koleżanek ze starszych roczników wpatrują się we mnie w oczekiwaniu na potknięcie i jakiś spektakularny upadek, który można by skwitować szyderczym śmiechem. To na szczęście nigdy się nie stało, ale pamiętam jak już pierwszego dnia szkoły wylałam tam na siebie cały kubek kawy, co oczywiście wielce rozbawiło starsze towarzystwo, mnie natomiast onieśmieliło i trzymało przez jakiś czas na dystans od słynnego korytarza. Pomimo wszystko, to miejsce wspominam najmilej z całego budynku, bo to przecież właśnie tutaj toczyło się szkolne życie towarzyskie, to tu zawiązywały się pierwsze znajomości, a dla niejednych zapewne i pierwsze szkolne miłości...

            Wspomnień jest całe mnóstwo, ale najczęściej wracają oczywiście te związane z... rozmaitymi imprezami szkolnymi! Kto by tam rozpamiętywał zakuwanie po nocach, albo stresy podczas odpowiedzi przy biurku – zawsze najbardziej liczyła się atmosfera jaka panowała w szkole i to co robiło się poza codziennymi obowiązkami. Szczególnie miło wspominam liczne akademie, przedstawienia teatralne i konkursy, które po prostu nie mogły odbyć się bez udziału naszej klasy. Do dziś pamiętam naszą inscenizację „Pana Tadeusza”, w której koleżanka odgrywająca postać Zosi biegała po scenie w grubych, wełnianych skarpetach, do tego cała owinięta w koc. Dobrze zapadło mi też w pamięć przedstawienie zorganizowane w ramach konkursu „Szkoła na wesoło”, kiedy to, ponownie dla urozmaicenia całego spektaklu, stworzyliśmy postać „Człowieka z lasu”, który pojawiał się co jakiś czas na scenie w stroju drwala, ciągnąc za sobą żywą choinkę pokaźnych rozmiarów. Wszystko to zupełnie bez większego celu i sensu, a to tylko dlatego, że akurat mieliśmy „na zbyciu” takie właśnie drzewko i trzeba było je jakoś wykorzystać. Mogę śmiało stwierdzić, że kreatywności nigdy nam nie brakowało! A radość i zabawa, jaką czerpaliśmy z samych przygotowań i spotkań „przedpremierowych” każdego takiego spektaklu, na pewno zostanie na zawsze w naszej pamięci. Przy innej jeszcze okazji kilkoro uczniów z naszej klasy wzięło również udział w spektaklu teatralnym w większości odgrywając rolę nie kogo innego jak...diabłów. Myślę, że takie wcielenie doskonale odzwierciedlało zbiorowy charakter naszej 3b – na co dzień sumiennej, z dobrymi wynikami w nauce i relacjami z gronem pedagogicznym, ale niekiedy przywdziewającej kostium z rogami, którymi bodła w cierpliwość niejednego nauczyciela. Cóż, czasem również i taka była nasza rola w tym licealnym spektaklu...   

            Niestety, czas spędzony w liceum minął bardzo szybko, chociaż nie do końca bezpowrotnie. Mnogość dobrych wspomnień wyniesionych z tamtego okresu pozwala na ich projekcję w głowie, gdzie powracają jako żywe obrazy jednego z najwspanialszych okresów w moim życiu. To właśnie w przeciągu tych trzech lat rodziły się w nas wszystkich największe marzenia i plany na przyszłość. Nauczyciele pomagali nam poszerzać horyzonty i rozbudzali w nas pasje i zainteresowania, które po latach realnie owocują w życiu. Chociaż byliśmy jeszcze dzieciakami, niekiedy delikatnie mówiąc zbaczającymi z podręcznikowego kursu rozwoju intelektualnego, to oni widzieli w nas już tych dorosłych, którymi wtedy dopiero planowaliśmy się stać. Dostrzegali w nas potencjał i potrafili zacisnąć zęby i często przymknąć oko na nasze niedojrzałe wybryki, aby tylko rozpalić w nas chęci i umiejętności do wykorzystania w przyszłości tego potencjału. Cieszę się, że miałam okazję uczęszczać do takiej szkoły, w której będąc jeszcze w skórze dziecka, mogłam poczuć się traktowana jak dorosła. Dzięki temu teraz, będąc już w skórze dorosłego, ale w duchu jeszcze ciągle trochę dzieckiem, mogę wykazać dla siebie podobną wyrozumiałość, jaką mieli wtedy do mnie nauczyciele.

 

Anna Wojdyło

zamknij